Teksty z szuflady

Teksty z szuflady

     Ilona Młodzińska                                 

                                         

                                                            Niemiłość

                              Spojrzenia zatopione w bieli aksamitnej pościeli

                                                     Spojone myśli

                              Słodycz, co zabija moje zgorzknienie

                                                     Sens wszechobecny

                              O Pani, której imienia nigdy nie poznam

                                                     Bądź mi muzą zgiełku nocy

                                                    Towarzyszką eskapady

                                                     Mym natchnieniem

                                                     Klęską, światłem

 

                                                                                   Ewa

                                               Skąpana w bezkresie swej niedoli

                                                          Gaśniesz samotnie, pośród zwiędłych twarzy

                                               Łzy roniąc słone, odnajdujesz ukojenie w milczeniu

 

                                                                                                   Autobus donikąd

                                                                        Piątkowe popołudnie

                                                                          Nastała ta godzina

                                                 Autobus donikąd podjechał na mój przystanek

                                                                                   Bez celu

                                                                         W środku tłumy

                                                                   Tłumy takie same jak ja

                                                  Spojrzenia stały się przekleństwem

                                                                                Unikam ich

                                                                                Kasuję bilet

                                                                       Widnieje na nim data

                                              Oto dzień, w którym wszystko miało być inaczej

                                                                                   Szukam

                                                                            Szukam miejsca

                                                                            Swojego miejsca

                                             Świetliste dłonie koją mój strach                                    

Zuzanna Porębska

Sznur

Być albo nie być

nieznośnie dobija się do mych drzwi

szarpie za klamkę

targa byt za ubranie

 

Cicho!

cicho depcze po piętach istnienia

i skrada się, skrada

a ślina kapie po brudnej brodzie

 

obdziera ze skóry lśniące dusze

i ciągnie je na sznurze

po zimnych deskach

wybujałych umysłów

 

 

Zuzanna Porębska

 

Do snu

Ścielę dziś życie wspomnieniem

rozpamiętuję trwające chwile

i boleśnie wzdychając

liczę na palcach sekundy szczęścia

 

Jakie pokraczne

jest życie człowieka

ile w nim zła nieszczerości

jakie ułomne w szczęście

ludzkie-nieludzkie życie

nasze

marne i kruche

jakie niedobre

 

Ścielę już życie wspomnieniem

rozpamiętuję trwający byt i niebyt

 

to beznadziejnie pokraczny jest człowiek

nie docenia, nie widzi-ile ma

I gaszę swój umysł

ludzki-nieludzki

ścieląc swe życie przyszłością.

 

Zuzanna Porębska

 

Pan Czas

Witaj

Chciałam spytać jak Ci się życie układa

Czy już ktoś

wytarł moje niewidzialne łzy

i szminkę z wczorajszego kubka?

Czy Pan Wczoraj zaglądał tu dziś

i patrzył w Twoje niewyspane oczy, życiem?

Czy wycierał kurz z Twego ciała po moim oddechu?

Pamiętasz?

Rok temu

w naszych oczach zrównały się dwa światy

 

A dziś jest jutro i wczoraj

Witaj

o świcie bladego jutra


Adam Sikora

 

Czyste serce czarnej panny

Szła nocą kobieta w czarnym lesie.

Brudna, niechlujna, a w brzuchu głodna.

Karmiła ptaki w nieczystym lesie.

Biciem wielkości, ambitna dusza,

Ratować chciał bohater czy człowiek zwany mną.

Ciałem Mesjasza chciał uratować ją.

Do wielkiej bliskości kobieta, spojrzała na niego oczami bociana.

Gestem misia ukazała ciepło.

Wszakże prędko ciche ciało

Znikało na kolejną przygodę.

Całą, głęboką i też czystą.

Ostatnim gestem zmieniła wszystko.

Dar podała mu na dłoni.

Jako panna czysta, lekka.

Wyszła słuszność, prawda boska.

A na dłoni wielka rzecz.

Białe serce, czyste serce.